Romantyzm w wydaniu awangardowym

Olivier Messiaen należy do kompozytorów najbardziej cenionych przez katolickie środowiska. Wiele swoich dzieł poświęcił bowiem tematyce religijnej, jak chociażby jeden z najsłynniejszych  utworów – „Kwartet na koniec czasu”. Jednocześnie był naprawdę wybitnym współczesnym kompozytorem, który nie „utknął” w epoce Jana Sebastiana Bacha jak wielu neobarokowych twórców XX wieku, a odkrywał razem z innymi awangardzistami nowe ścieżki w muzyce.

Olivier Messiaen na pewno nie był kompozytorem romantycznym ani neoromantycznym. Przypominał za to trochę bohatera romantycznego: można go bowiem scharakteryzować jako miłośnika natury i egzotycznych kultur, ekscentrycznego pasjonata i szlachetnego idealistę oderwanego trochę od brutalnej rzeczywistości. Messiaen w jednym ze swoich dzieł nawiązał więc do romantyzmu – w wielkiej symfonii „Turangalila” na orkiestrę symfoniczną, fortepian i fale Martenota. Niebanalną nazwę utworu można przetłumaczyć jako „pieśń na cześć miłości, radości, ruchu, rytmu, życia i śmierci”.

„Turangalila” to dzieło monumentalne. Trwa około 75 minut i składa się aż z dziesięciu wyraźne odrębnych części programowych. Czasami kompozytor nie wykracza zbytnio poza klasyczne tonacje, dzięki czemu symfonia brzmi dość tradycyjnie. Często też słyszymy muzykę typowo współczesną, chaotyczną, dziwaczną i fałszującą. Najczęściej jednak mamy do czynienia z czymś pomiędzy tymi dwiema skrajnościami. Każdy już za pierwszym przesłuchaniem odnosi wrażenie pewnej egzotyki, dotyczącej zarówno rytmiki (głównie hinduska rytmika), harmonii (messiaenowskie tonacje), jak i instrumentalizacji.

Symfonia „Turangalila” to z pewnością utwór bardzo złożony wymagający wnikliwej analizy. Ja ograniczę się głównie do własnych spostrzeżeń i kilku uwag, które przeczytałem w Internecie. „Wprowadzenie” jest dość gwałtowne i mroczne, we fragmentach wręcz psychodeliczne. Wygląda więc na to, że swoje dzieło Messiaen rozpoczyna podobnie jak Mahler swoją V symfonię – od śmierci. Mrok i tajemniczość przewija się jeszcze szczególnie przez części zatytułowane „Turangalila”, zwłaszcza III i IX, choć nie odnajdziemy już tam tak silnych emocji jak we wstępie. Messiaen wprowadza też pewną brutalność w utworze poprzez powtarzający się w kilku częściach motyw statuy grany przez puzony i tubę, który należy wiązać z aztecką kulturą pełną okrucieństwa i siły. Twórca być może chciał przy okazji nawiązać do bardziej mu współczesnego zjawiska – tworzenia nowego, monumentalnego świata przez hitlerowskich barbarzyńców.

Messiaen nie nadał swojemu utworowi złowrogiej nazwy, więc  nie powinna to być ponura muzyka, przynajmniej do przesady. I rzeczywiście kompozytor w wielu też częściach odwołuje się do pozytywnych emocji. Najważniejszy w utworze jest chyba motyw miłosny – powolny, prosty i subtelny. Na tym motywie opiera się na przykład VI część symfonii pt. „Ogród snów miłosnych”, którą to w jednym z poprzednich wpisów uznałem za utwór świetnie nadający się na randkę. Motyw miłości, w piano lub w forte pojawia się też w innych częściach utworu i nawet kończy całe dzieło. Ponieważ „Turangalila” to między innymi hymn ku czci radości, rytmu, ruchu, nie zabrakło tu fragmentów pełnych wigoru i szczęścia. Najpogodniejsze i najbardziej rytmiczne są niewątpliwie części V „Radość krwi gwiazd” i X „Finał”. Najtrudniej zaś słuchać części VIII pt. „Rozwój miłości”, w której odnajdziemy liczne zgrzyty harmoniczne, niezrozumiałe „bombardowania” różnorodnych instrumentów, ogólnie rzecz biorąc, sporo muzycznego chaosu.

Imponujący jest skład orkiestry, niezastosowany dotąd ani przez Mahlera ani przez chyba żadnego innego kompozytora przed Messiaenem. Artysta rozbudował szczególnie sekcję perkusyjną, odgrywającą w utworze bardzo ważną rolę. Wprowadził też fortepian, który często słyszymy solowo. Wykonanie partii pianistycznej w „Turangalili” wymaga z pewnością niezwykłej wirtuozerii. Najciekawsze ze wszystkiego są jednak fale Martenota. To jeden z pierwszych instrumentów elektronicznych, który wywołuje wspaniałe efekty. Często sprawia, że muzyka brzmi kosmicznie, zwłaszcza gdy dźwięki opadają, słyszymy niby jakiś sygnał ze wszechświata. Ponadto dzięki falom Martenota miłość wyrażona w utworze staje się jak gdyby wstydliwa, nieśmiała, ale zarazem magiczna i gorąca.

„Turangalila” nie jest z pewnością dziełem neoromantycznym, choć powstała np. niewiele później od „Dzwonów” Rachmaninowa. Mimo to przesycają ją romantyczne pierwiastki. Podobno Messiaen pozostawał po II wojnie światowej pod wpływem mitu „Tristan i Izolda”, do którego nawiązał chociażby jeden z największych romantyków Ryszard Wagner. O miłości i śmierci opowiadali zresztą i Schubert, Czajkowski, Mahler i wielu innych. Zastosowana przez Messiaena forma też jest typowo romantyczna: potężna programowa symfonia przeznaczona do wykonania przez wielką orkiestrę symfoniczną, co przypomina chociażby porównywalnie monumentalną jak na swoje czasy „Symfonię Fantastyczną” Berlioza.

Na zakończenie być może zniechęcę jednak czytelnika do tej wielkiej symfonii. Muszę bowiem ostrzec przed tym, że w całości „Turangalila” jest bardzo trudna w odbiorze. Polecam powolne zapoznawanie się z kolejnymi częściami zamiast słuchania od razu ich wszystkich naraz. Bez przyzwyczajenia do egzotycznej muzyki, pochłanianie jej w całości może okazać się trudne.

Oto wprowadzenie do symfonii „Turangalila”:

Reklamy
Published in: on Wrzesień 13, 2010 at 8:47 am  2 Komentarze  
Tags: , ,

The URI to TrackBack this entry is: https://wwr44.wordpress.com/2010/09/13/romantyzm-w-wydaniu-awangardowym/trackback/

RSS feed for comments on this post.

2 KomentarzeDodaj komentarz

  1. Pomyślałem, że podrzucę tu ten link: http://satyr78lp.blogspot.com/2010/09/roger-desormiere-messiaen-3-petites.html
    „3 petites Liturgies de la Présence Divine”, czyli utwór wokalny z tego samego okresu, co „Turangalila”, w nieco podobnym stylu i też z falami Martenota. Historyczne nagranie z 1945 r. – przy pianinie żona Messiaena, przy falach Martenota siostra Martenota. Oczywiście trzeba chwilę przyzwyczajać się do szumów i trzasków, ale warto. Dodam, że coraz bardziej lubię Messiaena i zawdzięczam to w dużej mierze kampanii reklamowej WWR. Pozdrawiam!

  2. Muzyka Messiaena nie jest łatwa, sporo tu eksperymentów, ale jakiś sens muzyczny odkrywam w tych dźwiękach. Im dłużej słucham, tym bardziej mi się podoba.
    Fajnie, że przynajmniej w jakiejś mierze udaje mi si kampania reklamowa:)
    Pozdrawiam również!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: