Dlaczego Mozart mnie nie zachwyca

Wolfgang Amadeusz Mozart uchodzi za jednego z najpopularniejszych kompozytorów wszechczasów. Jego nazwisko skojarzy z muzyką każdy, nawet osoba niezainteresowana sztuką muzyczną. Fragmenty „Eine kleine Natchmusik” albo „Rondo Alla turka” znają wszyscy, są to utwory, które weszły do kanonu najsłynniejszych utworów muzyki klasycznej. Większość kompozytorów również go podziwia. Są jednak umiarkowani entuzjaści jego muzyki, do których należę. Dlaczego Mozart mnie nie zachwyca?

Na początek proponuję jednak jeden z jego cenionych utworów, choć nie najpopularniejszy:

Trzeba przyznać, że w ciągu 35 lat życia Mozart napisał bardzo dużo utworów, nieporównywalnie więcej niż na przykład nieco dłużej żyjący Chopin. Opracował ponad 40 symfonii – wśród najsłynniejszych kompozytorów bije go tylko Haydn ze 104 symfoniami, twórcy późniejszych epok pisali „zaledwie” po kilka symfonii. Mozart skomponował ponadto około 30 koncertów fortepianowych, wiele innych koncertów, oper,  sonat, utworów na zespół kameralny itp. To naprawdę ogrom muzyki do słuchania.

Mimo to nie trzeba poznać zbyt wielu dzieł kompozytora, by zrozumieć jego styl. Nie mówię oczywiście o subtelnościach, które zajmują muzykologów, ale o ogólnych cechach twórczości Mozarta dostrzegalnych bez fachowej wiedzy. Z obserwacji jasno wynika, że muzyka mistrza klasyków jest stosunkowo mało zróżnicowana w stylu, większość utworów brzmi tak naprawdę podobnie. Co więcej, Mozart jest kompozytorem, który formę klasyczną doprowadził do perfekcji. Kurczowo trzyma się więc zasad muzyki klasycznej, co sprawia, że staje się ona dość schematyczna i przewidywalna. Prawie wszystkie symfonie są zbudowane następująco: pierwsza część szybka, druga wolniejsza, potem umiarkowany menuet , a na koniec dynamiczne rondo lub allegro sonatowe. W koncertach czy sonatach natomiast brakuje przeważnie menueta. Podobne zasady obowiązują w innych dziełach kompozytora.

Nie tylko wyraźna schematyczność formy świadczy o tym, że twórczość Mozarta jest mało zróżnicowana. Większą wagę przywiązywałbym do ogólnego odbioru muzyki. Wszelkiego rodzaju dzieła artysty są w większości pogodne i przyjemne. Przywodzą na myśl jakiś XVIII-wieczny bal, spotkanie w salonie, ewentualnie bardziej dostojne święto. Czasami odnajdziemy tu triumf i podniosłość, częściej jednak rokokowe humor i grację. W niektórych utworach Mozart wprowadza trochę powagi, a na przykład w „Requiem” nastrój żałoby, smutek i patos. Mimo to uważam, że salzburski kompozytor zdecydowanie lepiej radzi sobie z dźwiękami wywołującymi uśmiech niż powagę. W dziedzinie klasycystycznej muzyki łagodzącej obyczaje, relaksującej, przyjemnej, Mozart osiągnął niewątpliwe mistrzostwo.

To, co najbardziej nie podoba mi się w twórczości klasyka, to niski poziom emocji. Wyczuwa się tu pewien umiar w dynamice i tempie. Kompozytor rzadko sięga do fortissimo i pianissimo albo do gwałtownych diminuendo bądź crescendo, nie zmienia też raczej w sposób płynny tempa. Części wolne nie odróżniają się od szybszych tak bardzo jak w utworach skomponowanych później. Andante bądź adagio nie wywołuje ukojenia, nie jest tak wylewne jak adagio Rachmaninowa ani tak smutne jak adagio Szostakowicza. Miłość nie przypomina namiętnego uczucia w stylu Czajkowskiego, ale kojarzy się bardziej z flirtem. W muzyce Mozarta nie odnajdziemy tym bardziej takich skrajnych emocji jak mahlerowskie wściekłość, szaleństwo czy histeria. Nie odczujemy też wagnerowskiej grozy ani  brucknerowskiej potęgi. Nie ma tu również tak naprawdę beethovenowskiego dynamizmu i dramatyzmu . Odkryjemy tylko optymizm, pogodę ducha i niewiele więcej.

Muzyka Mozarta nie jest też programowa, jak na przykład część utworów innego wielkiego klasyka – Józefa Haydna. Nie ma w niej malowniczości poematów symfonicznych Debussy’ego, Liszta czy nawet „Czterech pór roku” Vivaldiego.  Nie wywołuje tylu skojarzeń co „Planety” Holsta, nie buduje jakiegoś teatralnego bądź filmowego nastroju. W muzyce instrumentalnej nie ma też raczej jakiegoś pozamuzycznego przesłania, które formułował na przykład niewiele młodszy od niego Beethoven.

Wreszcie muszę zwrócić uwagę na instrumentalizację. Zarówno w koncertach, jak i symfoniach odczuwam wyraźny brak pewnych instrumentów. Sekcja perkusyjna ogranicza się prawie wyłącznie do kotłów, które też nie są wykorzystywane tak umiejętnie jak w muzyce romantycznej i późniejszej. Instrumenty dęte blaszane grają o wiele skromniej i w znacznie mniejszej liczbie. Nie ma bardziej egzotycznych instrumentów, ale też tradycyjnych smyczków czy instrumentów dętych drewnianych usłyszymy znacznie mniej niż na przykład u Ryszarda Straussa.

Wiem, że zarzuty wobec twórczości Mozarta są szalenie niesprawiedliwe. Zdaję sobie sprawę z tego, jakie wówczas zasady i moda obowiązywały w muzyce. Wiem też, jakimi instrumentami dysponowano. Rozumiem, że kompozytor, głównie ze względów finansowych, nie na wszystko mógł sobie pozwolić. Wbrew temu, co wcześniej pisałem, Mozart i tak uchodzi za dość nowatorskiego twórcę i jednego z kompozytorów dążących do oderwania się od dworskiej służalczości. Na tle innych muzyków swojej epoki jest na pewno najlepszy. Skoro jednak w dzisiejszych czasach mam do wyboru między innymi jego pogodny klasycyzm oraz bardziej skomplikowany romantyzm i XX wiek, to wybieram to drugie, nie odrzucając oczywiście całkowicie salzburskiego kompozytora.

Reklamy

The URI to TrackBack this entry is: https://wwr44.wordpress.com/2010/09/17/dlaczego-mozart-nie-zachwyca/trackback/

RSS feed for comments on this post.

10 komentarzyDodaj komentarz

  1. Po ostatnim akapicie trudno wdać się w dyskusję na ten temat.

    Po pierwsze, jak już napisałeś, Mozart to ścisły klasycyzm, w którym to próżno szukać emocji, rozpaczy, bólu, nostalgii. Wiele dzieł pisanych było na zamówienia królów czy innych lordów, więc kompozytor miał mało swobody w sprawach innowacji czy wymykaniu się spod obowiązujących kanonów.
    Nie zgodzę się natomiast z tym, że Mozart to tylko wesołe melodie i optymizm. Niektóre koncerty fortepianowe (zwłaszcza późne) nie mają wiele wspólnego z pogodą ducha, a mało znane Adagio i Fuga c-moll K. 546 to już prawie romantyzm.
    Trudno też zarzucać Mozartowi słabe instrumentarium w jego dziełach. W muzyce Bacha nawet nie ma co marzyć o kotłach czy trąbkach, a smyczki i dęte drewniane w zupełności wystarczyły mu w tworzeniu wspaniałych kantat.

    Siła i popularność Mozarta leżą w umiejętności wymyślania całego ogromu łatwo wpadających w ucho melodii, czego mi osobiście brakuje w muzyce Mahlera czy Szostakowicza.
    A co się tyczy jego najpopularniejszych kompozycji: Eine kleine… i Alla turca, to szczerze mówiąc zaczynam już nimi wymiotować. Jestem pewien, że każdy zapytany o to, jakie zna utwory klasyczne/muz. poważnej odpowiedziałby, a raczej zanucił właśnie te dwa. Do tego te tysiąc pincet filmików z popisami gitarzystów na elektrykach i ludzi grających na telefonach, domofonach, policzkach wykonujących Alla turca.

  2. Przesłuchałem Adagio i fugę c-moll. Może rzeczywiście bliżej temu do romantyzmu niż klasycyzmu, a już na pewno nie jest to muzyka pogodna. Podobnie zresztą z bardziej znanym „Requiem”. Mimo wszystko najsłynniejsze utwory Mozarta i w zasadzie większość jego twórczości cechuje radość i lekkość.

    Przyznaję, że też odczuwam jakiś wstręt do „oklepanych” arcydzieł i nie dotyczy to tylko Mozarta, ale też np. „Dla Elizy” albo „Etiudy Rewolucyjnej”. Mimo wszystko akurat pierwsza część 40. symfonii Mozarta mi się podoba i dla mnie to jego najlepszy utwór.

  3. Kurczę, piątka z argumentacji za ten wpis. A przez ostatni akapit, jak już wspomniał Yimmir, nawet nie można się do niczego przyczepić :]. Miałem napisać, że 40-ta wymiata, mimo ogranego wstępu, ale mnie uprzedziłeś. Dodam więc tylko, że w środkowym fragmencie koncertu klarnetowego jest nieźle. W każdym razie im później, tym lepiej – gdyby jego ciałko wytrzymało jeszcze przynajmniej kilkanaście miesięcy, to napisałby pewnie całkiem niezłe symfonie 42 do 60.

    W temacie „Mozart” wkurza mnie nie muzyka, ale przekonanie, że muzyka klasyczna to „Mozart, Beethoven, Chopin”, a w rzadkich porywach jeszcze Bach i Czajkowski. To tak, jak gdyby uznać, że rock to Beatlesi, Floydzi i Dylan.

  4. Myślę, że to przekonanie wynika częściowo z „kształcenia” w zwykłych szkołach nt. muzyki. Mówi się o tych trzech, czterech kompozytorach, dochodzi się do romantyzmu z Chopinem i Moniuszką i na tym się kończy. Tak było przynajmniej u mnie w gimnazjum i podstawówce, choć lekcje w tej drugiej słabo pamiętam.

    Poza tym wizerunek kompozytora jako XVIII w. człowieka w peruce tworzącego dzieła przy świecach jest bardziej „pro” niż współczesnego faceta oglądającego telewizję i rozmawiającego przez telefon.

  5. U mnie też w szkole nie mówiono nic o kompozytorach tworzących po Chopinie i Moniuszce. A szkoda, bo w muzyce w XX wieku dużo się działo – zarówno złego, jak i dobrego.

    Ale wspomniany przez Yimmira wizerunek bardzo szkodzi klasyce. Sugeruje, że muzyka poważna jest przestarzała i niemodna, podczas gdy ja uważam ją za uniwersalną.

    Jeśli zaś chodzi o mój wpis i ostatni akapit, to cóż, nie chciałem wyjść na ignoranta historycznego 😉

  6. Witam maj 11 lat i takie informacje o mnie wystarczą. Ja ubóstwiam Mozarta Jest dla mnie wzorem pod względem muzycznym lecz nie fizycznym no niestety Mozart był pod koniec życia alkoholikiem i to nałogowym , ale wracając do tematu koledzy tępią mnie i moją fascynację Mozartem ale ja to olewam , Ja sam komponuje muzykę mam kolegów ale nie tolerują Mozarta niestety no cóż może moja fascynacja jest obsesją ale ja nie umiem inaczej bo muzyka klasyczna to 3/4 mojego życia no bo Mozarta słucham od kiedy ukończyłem 4 latka . Ale to dzięki rodzicom dzisiaj z takim zapałem słucham Mozarta a tak właściwie przez starszą siostrę bo kupiła sobie płytę Mozarta słuchała przy mnie a ja się ucieszyłem tak właściwie to zawsze jak go słuchała to brałem długopis lub samymi rękami udawałem że dyryguję. Dziękuję

  7. Zależy – ja tam praktycznie tylko Mozarta słucham ale każdy ma prawo do swojej opinii
    Pozdrawiam

  8. A mnie tam zachwyca, ale ze słowami krytyki też się chętnie zapoznam, jeśli tylko będą solidnie uargumentowane – jak tutaj. A co do „chwytliwości” utworów Mozarta, to od razu mam przed oczami pierwszą scenę z duchownym i starym Salierim z fimu „Amadeusz” 🙂

  9. O gustach trudno dyskutować, jednak większość argumentów, dlaczego Mozart jest „be”, jest po prostu anachronicznych (to znaczy nieodpowiednich do czasu, w którym żył i tworzył kompozytor). Np. nie mógł używać instrumentów, których jeszcze nie było na świecie (natomiast używał instrumentów, które nie były wówczas powszechnie używane, jak np. klarnet, który dopiero rozpoczynał swoją karierę, albo i takich, które przeżyły swój krótki żywot właśnie w jego epoce, jak harmonika szklana). Nie mógł też komponować inaczej, niż się wtedy komponowało, (a muzyka okresu baroku i klasycyzmu opierała się na konwencjach i ścisłych, logicznych formach), bo po prostu nic innego nie istniało, choć przerastał znacząco znakomitą większość sobie współczesnych, również w… nowatorstwie, którego brak mu zarzuca Autor tekstu.

    Duskusja o tym, co ma wyrażać muzyka, to kolejny problem. Moim zdaniem muzyka ma być… muzyką, a nie czy innym, do czego dąży muzyka programowa, co jednak z reguły prowadzi do dość wątpliwych rezultatów artystycznych (oczywiście – jak w każdej regule – bywają wyjątki).

    Ile jest emocji w muzyce Mozarta, to z kolei bardzo subiektywna sprawa odbiorcy. Mnie zupełnie nie emocjonują „emocjonalne” kompozycje kompozytorów epoki romantyzmu i neoromantyzmu, a wiele z nich po prostu przyprawia mnie o mdłości z powodu właśnie przesłodzenia, przeemocjonowania i w dodatku rozbijania form, jakie znamy z okresu renesansu, baroku czy klasycyzmu (różnorodnych, ale ścisłych) bez zaproponowania równie logicznej i uporządkowanej alternatywy, co powoduje, że zamiast przemyślanej konstrukcji, otrzymujemy dzieła rozwichrzone i bardzo subiektywne, co oczywiście może trafiać do określonej grupy odbiorców, ale… nie do wszystkich. Muzyka jest swego rodzaju językiem, dlatego aby odbiorca go rozumiał, musi mieć określone, znane mu reguły. Gdy regułą zaczyna być brak reguł, język staje się niezrozumiały. Może łechtać przyjemnie zmysły, ale nic więcej. Dla mnie muzyka jest w dużej mierze przeżyciem ne tylko emocjonalnym, ale i intelektualnym. Warto wiedzieć, że w średniowieczu jeszcze (i długo później) muzyka była uważana za naukę ścisłą. Romantyzm to wywrócił na nice, choć później ten wymiar intelektualny zaczął do muzyki powracać.

    Generalnie: ocena twórczości Mozarta (czy kogokolwiek innego) z perspektywy innej epoki nie może prowadzić do zadowalających rezultatów. Konieczne jest wzięcie pod uwagę kontekstu, w jakim żył i tworzył kompozytor. A z reguły kompozytor tworzy dla współczesnych sobie odbiorców, a nie po to, by ktoś słuchał jego dzieł za 100 czy 200 lat. W epoce Mozarta nikt nie słuchał muzyki sprzed 100 czy 200 lat, tylko prawie wyłącznie tworzoną współcześnie na konkretne zapotrzebowanie. Dopiero XX w. przyniósł zainteresowanie muzyką wcześniejszych epok. Możemy sobie wybierać do woli, jaką muzyką chcemy słuchać i jaka nas najbardziej kręci, warto jednak się powstrzymać od pochopnych ocen, bo może się okazać, że to, co dla jednych jest wadą, inni uważają za największą zaletę. (Na marginesie – akurat muzyka klasyczna nie jest moją ulubioną, wolę wcześniejszą, aczkolwiek doceniam nowatorstwo i finezję muzyki Mozarta).

    I jeszcze jedna uwaga: aby coś z czymś porównywać, konieczne jest posługiwanie się kryteriami jednakowymi dla obu stron (a nie np. porównywać smak jednych potraw z kolorem innych i na tej podstawie określać, która jest lepsza). Inaczej nie osiągamy żadnych rezultatów poza tym, że z jakichś subiektywnych powodów coś nam się podoba bardziej lub mniej. Tylko co z tego obiektywnie wynika?

  10. Autorowi bloga radze postudiować trochę historię muzyki. Wypowiedz jest z kręgu refleksji „de gustibus…” Podsumuję wypowiedź autora trochę przewrotnie parafrazą G. Goulda, który o Chopinie wypowiedział się jako pianiście, który nie był w stanie skomponować większej formy muzycznej.
    Powstaje pytanie dlaczego większość kompozytorów po Gottliebie (Amadeuszu) jako ostatnią wolę w kontekście swojego pogrzebu życzy sobie w jego oprawie Requiem d moll Wolfierla ?
    Pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: