Muzyczne wyobrażenie: zagadka

 

Muzyka często wywołuje różne skojarzenia. Nie musi to być z założenia muzyka programowa. Dlatego proponuję zagadkę: jaki utwór można skojarzyć z poniższym opisem?

Gustaw był zmęczony. Musiał niewątpliwie odpocząć. Postanowił więc udać się poza gwarne miasto do opuszczonego lasu. Wysłuchać natury śpiewającej piękniej niż jakikolwiek instrument muzyczny. Z początku było błogo, łagodnie. Gustaw cieszył się otaczającą go naturą i był szczęśliwy. Wkrótce jednak wkradł się jakiś niepokój. Jakieś złe moce rozrywały głowę Gustawowi. Zmuszony był prowadzić walkę przeciwko demonicznemu szaleństwu, które próbowało zakłócić jego odpoczynek. Na szczęście udawało mu się je przezwyciężyć, ale niestety na długo, złowrogie moce w jego umyśle wracały ze zdwojoną siłą. Znowu toczyła się walka między pragnieniem odpoczynku a atakiem niebezpiecznego szaleństwa. Potem wszystko pokrył tajemniczy cień, budzący lęk, ale nie przerażający tak jak doznane szaleństwo. Na szczęście cień powoli ustępował i Gustaw mógł wypocząć. Nie na długo, namiętności co chwila powracały i wprowadzały zamęt. Wiedział, że mógłby ulec temu złu, ale nie chciał, pragnął być przyzwoitym człowiekiem. Tak oto w katuszach związanych ze atakami i rozkoszach płynących z obcowania z naturą Gustaw spędził swój czas. Gdy opuszczał las, był jednak nadzwyczaj spokojny i łkał. Nie wiedział czy z radości czy z bólu.

Wiedział natomiast, że miał już dość walki. Postanowił udać się do karczmy, z której słychać było taneczny, prosty lender. Gustaw usiadł przy stole i zamówił jakiś trunek. W karczmie było w miarę spokojnie. Ludzie pili piwo i gwarzyli, ale nikt nie krzyczał, nie hałasował. Gustaw nie miał towarzystwa, ale nie narzekał. Próbował odczuć nastrój karczmy i cieszyć się życiem, choć wiedział, że otaczali go w większości ludzie, którzy wielu rzeczy na tym świecie nie rozumieli i nie potrzebowali zbyt dużo, żeby poczuć się szczęśliwymi. Wkrótce goście zaczęli śpiewać. Proste melodie rozbrzmiewały z różnych ust, do śpiewu włączały się osoby nieproszone, często fałszując. Śpiewano ciągle to samo, czasami w wesołkowatej atmosferze, ale sporadycznie też z odrobiną melancholii. Wszystko przebiegało jednak w miarę spokojnie, a nawet nastąpił taki moment, kiedy wszyscy niemal umilkli. Po krótkiej ciszy nieoczekiwanie zabawa nabrała tempa. Do tańca dołączyli niemal wszyscy, krzyczeli już zamiast śpiewać. Zapanował nieznośny hałas. Było może i radośnie, ale też prymitywnie. Niespodziewanie jeden z gości upadł silnie uderzając w podłogę. Nie ruszał się, wszyscy na chwilę zamarli. Ta sama osoba tylko udawała, że coś się jej stało – zanim wstała rozpoczęła śpiew. Goście karczmy rychło powrócili do rubasznej, tanecznej zabawy. Gustaw zaczął w niej nawet uczestniczyć, mimo że trochę się nawet zawstydził. Tańce wielokrotnie przerywano na chwilę, by odpocząć, lecz cicho nie było nigdy, zawsze ktoś gadał, kręcił się, próbował śpiewać, co brzmiało dla wrażliwych uszu Gustawa coraz gorzej. Wreszcie powrócono do zwariowanej zabawy. Nie było już żadnych hamulców. Gustaw miał przeczucie, że może stać się coś niebezpiecznego. Miał wprawdzie wrażenie, że wszyscy świetnie się bawią i tańczą beztrosko, ale coś go trochę niepokoiło. Na szczęście nic złego się nie stało. Ktoś nieoczekiwanie się zatrzymał, inny wywrócił, ten i ów najwyraźniej znużony niespodziewanie zrezygnował. Tańce zakończyły się w złym stylu, ale chyba niewielu to przeszkadzało. Ponownie ktoś przywołał melodię śpiewaną dziś cały wieczór. Było jednak już coraz spokojniej i ciszej. Gustaw nie czuł się może szczęśliwy, ale był zadowolony.

Nagle jeden z gości, bawiących się dotychczas jak wszyscy, wyjął nóż. Uśmiechnął się jakoś szyderczo i zaczął zmierzać w kierunku gości. To nie było jednak dla Gustawa jedyne zaskoczenie. Nikt nie próbował uciekać ani nawet nie zdziwił się temu, co zrobił tajemniczy człowiek. Zabawa rozgorzała na nowo. Gustawowi wydawała się teraz groteskowa. Nie rozumiał jak mógł w czymś takim uczestniczyć. Nożownik wprawdzie poruszał się chwiejnym krokiem, ale trzymał wyciągniętą broń i wyglądało na to, że pragnie jej użyć. Niebawem rzeczywiście to zrobił – poranił jakąś zupełnie niewinną kobietę. Mimo to panika nie wybuchła. Goście najwyraźniej wreszcie zauważyli nożownika, ale nie myśleli zbyt racjonalnie. Podobnie jak on wyjęli broń – noże, kije i inne przedmioty, którymi można zrobić krzywdę – i z ohydnie tępymi uśmiechami ruszyli na siebie. Gustaw poczuł się jakby był w jakimś koszmarze. Otrzeźwiał natychmiast. Mimo to zamiast zareagować, wyobraził sobie, jak opuszczałby ten świat. Wyobrażał sobie powolne konanie, które z jednej strony wydawało mu się niezwykle smutne, ale zarazem pozwoliłoby opuścić chory świat, który teraz zamieszkiwał. Gdy się ocknął, nikogo nie widział. Miał wrażenie, że ktoś pojawia się z nożem wstrętnie się uśmiechając, ale po chwili znikał. Gustaw widział jakby przez mgłę. Nie rozumiał, co się dzieje. Bał się o własne życie. Wreszcie przebudził się. Ludzie wokół się zabijali, ale miał wrażenie, iż atmosfera zabawy całkowicie nie minęła. Wciąż grała muzyka, ten i ów śpiewał albo pił piwo mimo toczącej się obok jatki. Gustaw zaczął uciekać z karczmy nie próbując nawet nie okazywać przerażenia. Zauważył, że ktoś ruszył za nim. Teraz zupełnie na poważnie ktoś go chciał zabić, choć Gustaw nie miał pojęcia, po co. Bał się straszliwie. Biegł ile sił w nogach, choć napastnik go doganiał. Machnął trzy razy grubym prętem. Gustaw się uchylił. Agresor potknął się i przewrócił, wpadając do kanału obok drogi, położonego znacznie niżej. Gustaw był uratowany. Koszmar minął.

Krwawa jatka dołączyła do innych przykrych wspomnień. Stało się jednak to, o czym Gustaw często rozmyślał, także w karczmie podczas pamiętnego groteskowo-makabrycznego wieczoru. Nie będący jeszcze w podeszłym wieku podupadł na zdrowiu. Leżał w łóżku. Samotny, opuszczony. Wiedział, że dzieje się coś śmiertelnie poważnego. Miał świadomość, że opuszcza ten świat, który zarazem tak bardzo kochał i tak samo silnie nienawidził. Próbował patrzeć optymistycznie w przyszłość, bo wiedział, że tylko przechodzi między dwoma wymiarami, nie ginie na zawsze. Doświadczał też jednak przygnębienia. Będąc samotnym, przypominał sobie bowiem wszystko, co wydarzyło się w jego życiu. Niestety najlepiej utkwiły mu w pamięci jedynie przykre przeżycia. Mimo że wokół panowała grobowa cisza, wewnątrz słabego fizycznie Gustawa emocje nie pozwalały mu umrzeć. Wspomnienia wywoływały ból, z którym jednak dzielnie walczył. Pragnął być szczęśliwy, odrzucić lęk przed śmiercią i cieszyć się odejściem do innego, lepszego świata. Czasami udawało mu się zatopić w marzeniach o niebiańskim pozagrobowym życiu. Odczuwał wówczas błogi spokój, którego tak bardzo brakowało mu na Ziemi. Te chwile trwały niestety za krótko, Gustawa zbyt często dręczył niepokój. Konający nagle poczuł się znacznie słabiej. Wiedział, że odejście nastąpi rychło. Nie miał już siły, by odczuwać silne emocje. Toczyła się w nim wyłącznie walka między poczuciem beznadziejności a optymizmem. W końcu Gustaw chyba przezwyciężył przygnębienie. Miał wrażenie, że widzi już inny świat i po części w niego wkroczył. „Żegnaj moja lutnio” – szepnął niespodziewanie i skonał boleśnie, lecz bez paniki. O jaki utwór może chlodzić?

Reklamy

The URI to TrackBack this entry is: https://wwr44.wordpress.com/2010/10/25/muzyczne-wyobrazenie-zagadka/trackback/

RSS feed for comments on this post.

2 KomentarzeDodaj komentarz

  1. Oooo! może o jedyny jaki znam:
    😀
    Czy to nie ten utwór o wra z eniach nocy, który Pan przesłał na „Placówce Postępu” (?) – w rozważaniach o Bartoku, którego NIE Znam (!(jeszcze)!)

  2. Nie chodzi o Prokofiewa ani Bartoka.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: